deal.
no więc siedzę sobie na kanapie z widokiem na naszą minichoinkę, mój pierwszy własny-najwłaśniejszy laptop (<3) grzeje mi kolanka, a caleb followill zawodzi w tle, że 'I'm too young to feel this old'...i tak mnie wzięło. to strasznie banalny temat, ale nic na to nie poradzę, siedzi w mojej głowie od paru miesięcy i nie mogę go pchnąć do przodu. pewnie się nie da, pewnie to jedna z tych spraw, na które nie da się nastawić, trzeba przeczekać i samemu sprawdzić, jak będzie, ale, for gods sake, jestem przerażona o_O nie mogę uwierzyć, że za kilka miesięcy zdam egzaminy (bo chyba zdam, co? ._.), dostanę dyplom i _wszystko_ się zmieni. pójdę pracować (pracować!) do nowego miejsca, które nie będzie już kolejną szkołą, tylko jakąś kliniką (kliniką!), do której będą przychodzić ludzie (żywi O_O) i narzekać że coś ich boli, a ja będę musiała ich sama zdiagnozować (śmiejcie się!, wiecie ile różnych rzeczy może dziać się w jamie ustnej?!), a potem dostanę za to pieniądze (jezu!) i będę musiała zapłacić z nich podatek (aaa!). niby mnie to wszystko nie przeraża, jak to sobie rozłożę na czynniki pierwsze. i tak wstaję codziennie o szóstej - spoko, i tak siedzę prawie ciągle w przychodni, i luubię swoich pacjentów (troje nawet wysłało mi życzenia świąteczne :D - jestem wzruszona, nie wiedzieć czemu odbieram to jak jakiś sukces wychowawczy), nie mam też nic przeciwko dostawaniu pieniędzy. tłumaczę sobie codziennie, że przejdę do tego wszystkiego całkiem płynnie, ba, czuję się nawet całkiem nieźle przygotowana, ale czasem tak uderza we mnie znienacka ta nieodwracalność. wszystko byłoby w porządku, gdyby to nie było takie duże i dożywotnie. do tego te wszystkie paranoje czy na pewno się nadaję, i to że praca to tak naprawdę rodzaj dobrowolnego więzenia, upoważniającego cię do życia w społeczeństwie, ratunku, ja nie chcę iść do więzienia!
okej, to chyba kiepski temat na świąteczny wieczór. zwłaszcza że pogadałam sobie trochę przez telefon, obejrzałam obrzydliwie słodki film disneya z patrickiem dempseyem (co automatycznie czyni go jeszcze słodszym) i oblałam herbatą malinową swoją ulubioną pidżamę, więc trochę wybiłam się z rytmu. anyways, możecie przygotować się na podobne narzekania w najbliższym czasie, prognozy na następne pół roku przewidują ich wiele. tymczasem przeczytam kilka stron swojej książki, położę się spać i sprawdzę czy jutro natchnie mnie na coś bardziej wyrafinowanego do napisania ^^
dobranoc. :x